sobota, 28 lipca 2012

Opowiadanie 1 "Anioły wciąż na ciebie patrzą."

Wyjrzała ostrożnie zza ceglastej ściany. Jej wzrok bacznie obserwował grupkę nastoletnich chłopaków. Położyła obie ręce na ścianie, przylepiając się do niej lewą połową ciała. Nie była pewna co zrobić. Wpatrywała się w obiekt jej westchnień. Nawet w blasku starej latarni prezentował się niesamowicie. Przytłumione błyski oświetlały go niezbyt wyraźnie ale wyobraźnia Kate wyostrzyła ten obraz. Jak zwykle z przylepionym szerokim uśmiechem, grubo-szklistymi okularami na nosie i rolkami na nogach. Lider - pomyślała zbliżając się nieco. W kręgu chłopców to on był jego środkiem, to na nim skupiała się cała uwaga, to jego zdanie miało największą wartość. Ale taki był urok Jackoba Martina. Zawsze przyciągał uwagę.
Zrobiła kolejny krok do przodu czując znikający grunt pod nogami. Postawiła pewnie stopę a ta zatopiła się w ciepłej warstwie piasku. Stąpała w jego stronę. Niepewność. Tego słowa użyła by zapewne gdyby miała opisać jak się teraz czuję. Zbliżała się do parku. Nasłuchiwała i wpatrywała się w nich z coraz większą uwagą. Co chciała usłyszeć ? Co chciała zobaczyć ? Gdzieś w głębi wypatrywała z utęsknienie postaci chłopaka, który biegnie w jej stronę, szczerząc zęby. Wymachując dłonią na powitanie.
W pewnym momencie Jake wstał. Tak po prostu.  Jakby czytał w jej myślach, w tym tajfunie pytań i nadziei.
Podniósł się z ławki robiąc puste miejsce i szedł. Szedł ku niej nie zatrzymując się ani nie odwracając się. Poczuła ukłucie w brzuchu. Nie było to efektem bólu. Kate poczuła motyle w brzuchu których wcześniej nie zdążyła zauważyć. Kiedy chłopak znajdował się zaledwie kilka kroków od niej poczuła, że nogi jej drętwieją. Uginały się pod ciężarem jej szczupłego ciała. Zręcznym ruchem ręki odgarnęła długie, brązowe włosy, które do tej chwili zakrywały jej czoło. Objęła się obiema rekami i wyczekiwała go. Jake powoli podszedł no niej potykając się na luźnym piasku. Wiedziała jakie to trudne. Sama świetnie znała uczucie przechodzenia po żwirze na rolkach. Kiedy wszedł w granice padającego światła, dostrzegła uśmiech goszczący na jego bladej, szczupłej twarzy. wydawało jej się, że rozciągnął go od ucha do ucha. Co najważniejsze, czy to dla niej ? Chłopak okręcając się lekko zdjął szary blezer i zarzucił na dziewczynę.
 - Cześć - powiedział nieśmiale.
Kate objęła rogi kardiganu. Tak naprawdę nie było jej zimno. Strach, który narastał w niej wprawiał ją w osłupiałość. Nie bała się go, bała się sytuacji w której została by zraniona,odepchnięta.
- Cześć - odpowiedziała - Niestety nie wzięłam rolek, gdyż jestem u rodziny na kolacji.
- Nie szkodzi - wyciągnął rękę - Każda okazja jest dobra by się z tobą zobaczyć.
Uśmiechnęła się. Próbowała powstrzymać uniesienie kącików, niestety bez rezultatu. Uścisnęła dłoń chłopaka. Złapał ją w mocny uścisk, jakby nie chciał by puściła i zginęła gdzieś w mroku. Pociągnął ją lekko. To był dla niej znak by ruszyć. Tak też zrobili. Spacerowali gdzieś po pustych alejkach. Za niedługo miała wybić północ dlatego też byli sami. Przechodzili koło wcześniej obserwowanego przez nią parku. Teraz prezentowały się  jedynie starannie przystrzyżone krzewy i kamienne kafelki tworzące ścieżkę.
Przeszli dookoła cały park w milczeniu. Sporadycznie posyłali sobie spojrzenia i uśmieszki. Przewidywała, że będzie niezręcznie, że jedyną odskocznią od ciszy będzie sport. Mianowicie to, co oboje kochali. Jazdę na rolkach. Jednak cisza towarzyszyła im przez całą drogę. Podobało jej się to milczenie, gdyż nie było spowodowane brakiem tematów. Było to błogie milczenie dwóch osób posiadających chemie. Po mimo tego, że nigdy nie rozmawia  o tym, wiedzieli - właśnie w tym momencie - że coś do siebie czują.
Chłopak odprowadził ją pod dom.
Przed budynkiem stała już ściskająca się na pożegnanie rodzina. Dołączyła do nich. Kiedy była pod bramą wejściową odwróciła się i posłała chłopakowi czułe spojrzenie.  Ten tylko uśmiechnął się i poszedł nie zauważony.
A jednak cuda się zdarzają - pomyślała rozpromieniona Kate.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz